Frustracja może wyjść na dobre

Frustracja może wyjść na dobre

W moim pierwszym wpisie chciałbym się z Wami podzielić informacją, skąd wziął się pomysł na Świeżą Sprawkę. Wszystko zaczęło się od FRUSTRACJI, a jej powodów było pięć. Bardzo lubię gotować. Nie jestem jakimś mistrzem, ale radzę sobie. Zazwyczaj nie są to skomplikowane dania, jednak od czasu do czasu przydarzy się mały eksperyment. O ile praca w kuchni kojarzy mi się z pozytywnymi emocjami, to sporo obowiązków wokół zwyczajnie mnie wkurzało.

Zacznijmy od zakupów. Nie jestem jednym z tych naiwniaków, który idzie do sklepu bez listy zakupów, zostawia dużo pieniędzy, a drugiego dnia nie ma co z tego ugotować. Wszystko musi być uporządkowane, więc najpierw zastanawiam się, ile posiłków potrzebuję (tym razem cztery) i później wybieram dania. Kilka przepisów biorę z głowy, a część z Internetu, żeby wypróbować czegoś nowego. Na tej podstawie powstaje lista zakupów – pierwsze ok. 20 minut za mną. Ruszam do sklepu, gdzie docieram po 15 minutach. Starannie przechodzę przez listę produktów, żeby przypadkiem niczego nie zapomnieć, przepycham się pomiędzy ludźmi z koszykami. Po 45 minutach mam wszystko, tzn. prawie, bo świeża mięta się już skończyła, tak samo jak awokado, a wędzonej papryki i kminu rzymskiego nie ma w ogóle w asortymencie, o świeżych liściach curry nawet nie wspominając. W końcu to tylko dyskont, więc nie ma się co dziwić. Do trzech z czterech przepisów czegoś mi brakuje, ale nie poddaję się! 10 minut w kolejce, 20 minut na powrót do domu. Po drodze zatrzymuję się na małym targu. Niestety, po 10 minutach, sukces znowu tylko połowiczny, bo kupiłem awokado i wędzoną paprykę, ale nadal brakuje mi składników do dwóch przepisów. Minęło już prawie dwie godziny, więc wracam do domu zmęczony, głodny i na tarczy. Zamiast kilku zaplanowanych składników, dostałem w gratisie górę plastiku, którego nie zamawiałem, bo brokuł musi być owinięty folią, jabłka w torebce, a kasza w plastikowych saszetkach.

Teraz pora na gotowanie. Jestem zmęczony i jest już późno, więc wspólne gotowanie z narzeczoną przerodziło się z przyjemności w przykry obowiązek. Wyszło smacznie, ale nawet nie mamy siły się zbytnio tym cieszyć. Następny dzień to już lepsza atmosfera gotowania, ale dwa kolejne to znowu trochę goryczy, bo z powodu braku kilku składników, smak nie jest tak wyjątkowy, jakiego oczekiwaliśmy. W dodatku mam nowy problem. Nie wszystkie składniki były dostępne w takiej ilości, w jakiej potrzebowałem do przyrządzenia zaplanowanych dań. Nie da się przecież kupić pół brokuła, 15 ml oleju lnianego, czy 1 łyżeczkę przyprawy. O ile olej i przyprawy się nie stracą szybko terminu przydatności do spożycia, i po pewnym czasie zalegania w szafce niewątpliwie większość z nich wykończę, to warzywa i owoce po kilku dniach zaczną się psuć. Niestety, nie jestem święty i czasami z tego powodu coś wyląduje w koszu, powodując ogromny ból serca.

Jakość a cena. Jestem świadomym konsumentem. Sprawdzam skład wszystkiego, co kupuję, wiem, że mięso w Polsce jest wątpliwej jakości (to jeden z głównych powodów, dla których wybrałem dietę roślinną). To samo jednak dotyczy warzyw i owoców. Zdaję sobie doskonale sprawę, że lepiej kupować te ekologiczne, uprawiane lokalnie bez użycia chemii, ale niestety zazwyczaj odstrasza mnie cena i robię zakupy w popularnych sieciach sklepów. Zakupy na targu to jak dla mnie żadna alternatywa. 90% roślin sprzedawanych tam pochodzi z giełdy i tak naprawkę ciężko ocenić ich pochodzenie. W poszukiwaniu jakości udałbym się do sklepu z ekologiczną żywnością (internetowe i stacjonarne) oraz na bio bazary. Niestety ceny są 2-, 3-, a nawet 4-krotnie wyższe niż w sieciówkach i póki co zazwyczaj mnie odstraszały. Bio produkty w marketach, mimo że w cenach bardziej przystępnych, też do mnie nie przemawiają. Często pochodzą z krajów o zaniżonych standardach. W rezultacie produkt EKO niekoniecznie jest tak bardzo EKO, jak byśmy się tego spodziewali. Dodatkowo, bardzo często znowu pakowane są w grube warstwy plastiku.

Podsumowując – kilka rzeczy nieźle mnie wkurzało:

  1. Czas marnowany na zakupach (wybór przepisów – 10 min, przygotowanie listy zakupów – 10 min, transport – 30 min w obie strony, czas w sklepie – 45 min).
  2. Brak możliwości kupna wszystkich planowanych składników w jednym sklepie.
  3. Produkty pakowane w plastikowe, nieprzyjazne dla środowiska opakowania.
  4. Konieczność kupna części składników w nadmiarze, co często prowadzi do marnowania żywności i większych kosztów.
  5. Wieczny wybór pomiędzy wysoką ceną a jakością.

Było to na tyle uciążliwe, że często o tym myślałem, w rezultacie wpadłem na pomysł Świeżej Sprawki. Po pierwszym „researchu” okazało się, że podobny model funkcjonuje w wielu zachodnich krajach, a wcześniej nie byłem tego świadomy. W jaki sposób Świeże Sprawka ma odpowiadać na te problemy? To już w kolejnym wpisie TUTAJ.

 

ODBIERZ   -25% + Darmowa dostawa

Zapisz się na nasz newsletter i otrzymuj oferty specjalne oraz porady na temat gotowania i kuchni wegańskiej. Dodatkowo otrzymasz kod rabaty na pierwsze zamówienie i pokażesz, że nasza praca ma sens!

Dodaj komentarz

Close Menu
×

Koszyk